W ciąży strach ma większe oczy

W ciąży strach ma większe oczy

Lęki. W ciąży obsiadają niczym natrętne muchy nawet urodzone optymistki. I potrafią solidnie uprzykrzyć życie. O tym skąd się biorą i jak je oswoić opowiedziała mi moja dobra znajoma Ola Pronobis-Polatyńska – psycholog, terapeutka rodzinna oraz trenerka rozwoju osobistego.

Ola, z czym przychodzą do ciebie kobiety w ciąży?
Z reguły są to różne lęki i obawy.

Właśnie. Ciążowe strachy. Czasami irracjonalne. Obsiadają największe optymistki. Skąd się w ciąży nagle biorą?
Ciąża w życiu każdej kobiety to rewolucja, niezależnie od tego, czy była planowana, czy nie. Siłą rzeczy pojawiają się lęki. Ale ciąża to też okres wyjątkowy, kiedy wrażliwość spotęgowana jest wielokrotnie, stąd też reakcje ciężarnej i odczuwanie emocji są dużo silniejsze.

Czego kobiety najczęściej się boją?
Zwykle obawy przyszłych mam dotyczą zdrowia dziecka, porodu, tego czy sobie poradzą w nowej roli, relacji z partnerem i przyszłości finansowej po narodzinach. A jeśli kobieta ma już jedno dziecko na świecie, to dochodzi też lęk o to, czy starszak zaakceptuje rodzeństwo. To są najbardziej typowe, powtarzalne lęki, które dopadają kobiety w ciąży.

Zdrowie dziecka. Spędza sen z powiek nawet tym kobietom, których ciąża rozwija się książkowo. Co radzisz?
Zawsze pytam czy kobieta jest pod opieką lekarza, czy ma zrobiony komplet badań i czy lekarz widzi jakiekolwiek powody do niepokoju. Zdecydowanie odradzam diagnozowanie się czy interpretowanie wyników badań za pomocą doktora Google na fali lęku. To tylko go potęguje. Regularne badania zgodne z kartą ciąży i zaufany lekarz, z którym można skonsultować obawy, to najskuteczniejsza recepta na obniżenie lęku.Druga, bardzo popularna sfera lęków, związana jest z porodem i bólem porodowym…

To demon, który w pierwszej ciąży leżał mi kamieniem na wątrobie.
To jest zupełnie naturalny lęk. Ale są kobiety, które potrafi on wręcz sparaliżować. I dopadają ją wówczas rozterki: czy urodzić przez cesarskie cięcie na życzenie? Czy zatroszczyć się o zaświadczenie od innego lekarza specjalisty, które będzie wskazaniem do cesarki? Rodzi się też pytanie: czy warto? A może strach ma wielkie oczy? Ale to przyszła mama musi sama subiektywnie ocenić, czy jest w stanie się z tym doświadczeniem zmierzyć. Jeśli ten lęk jest rzeczywiście olbrzymi, jeśli ona wie, że źle reaguje na najmniejszy ból, to warto zawalczyć o to, aby poród jak najmniej bolał. To nie musi oznaczać od razu cięcia cesarskiego. Można skorzystać ze znieczulenia zewnątrzoponowego, które jest już dostępne na porodówkach bezpłatnie, a przynajmniej powinno. Bardzo pomocne w walce z lękiem są zajęcia w szkołach rodzenia, gdzie dziewczyny mogą się dowiedzieć, jak naturalnymi sposobami łagodzić ból. Można – jeśli kobieta ma taką możliwość – skorzystać z płatnej, indywidulanej opieki położnej przy porodzie. Na pewno poród nie powinien być traumą dla kobiety, wspomnieniem jakiejś ekstremalnej sytuacji, którą ledwo przeżyła. Ale żeby tego uniknąć, warto się rozeznać, co można zrobić, aby tak nie było.

Kolejny lęk przyszłych mam dotyczy związków. Co je najbardziej tu niepokoi?
To są rozterki z rodzaju: czy ukochany odnajdzie się w roli partnera świeżo upieczonej mamy? Czy będzie tak samo zaangażowany w rolę rodzica, jak ona – matka? I tu bardzo ważne są rozmowy z partnerem. Najlepiej przed etapem starania się o dziecko. Warto zawczasu ustalić, jak sobie w ogóle wyobrażamy wspólną przyszłość, kiedy ten mały człowiek w niej się pojawi. Oczywiście życie to samo z czasem weryfikuje, ale moim zdaniem –  zanim podejmie się jakąkolwiek życiową decyzję  – warto poznać światopogląd partnera, aby potem nie było rozczarowania i żalu. Kolejny popularny lęk, to czy ja się sprawdzę w roli mamy? Typowy dla naszych czasów.

Uważa się, że cywilizacja uśpiła naturalną macierzyńską intuicję…
Tak niestety jest. Dawniej, w pierwotnych kulturach ten problem w ogóle kobiet nie dotyczył. Bo dawniej kobiety kierowały się własnym instynktem, ufały mu. One nie wpadały w panikę, kiedy noworodek zaczynał płakać. Intuicyjnie rozpoznawały jego potrzeby, które komunikował za pomocą właśnie płaczu: czy chce jeść, czy mu zimno, czy ma morko… Wynikało to z silnych społecznych więzi, które tamte społeczności budowały. Kobiety w takich wielopokoleniowych wspólnotach od najmłodszych lat uczestniczyły w wychowaniu młodszego rodzeństwa. Obserwowały niemowlęta, uczyły się reagować na ich potrzeby. I w ten naturalny sposób rozwijały swój macierzyński instynkt. Zresztą, współcześnie można to jeszcze zobaczyć, podróżując na przykład po Afryce. Tam niemowlęciem zajmują się kobiety z całego klanu. Do dziś mówi się w Afryce, że do wychowania jednego dziecka potrzeba całej wioski. Zauważ, że tam maluchy są bardzo blisko matek fizycznie. I plemienna matka zawsze reaguje na płacz niemowlęcia. Nie pozostawia go, aby się wypłakało. Bo czuje, że to dla niego potworny stres. Afrykanki widzę o tym wyssały z mlekiem matki.

Może dlatego afrykańskie niemowlę nie płacze prawie wcale…?
A w każdym razie znacznie rzadziej niż nasze, europejskie dzieci. Bo jest blisko matki. Ciało do ciała, co takiemu maluchowi pozwala zaspokoić podstawową, fundamentalną potrzebę. A jeśli w danym momencie mamy nie ma, to są inne kobiety, które na moment matkę mu zastępują, biorąc je w objęcia. Ale niezależnie od cywilizacji, ten instynkt jest bardzo potrzebny każdej mamie. Jest jak drogowskaz. Tylko my zaczęłyśmy go wraz z rozwojem cywilizacji tracić z oczu. Kobiety w którymś momencie zostały pozbawione głosu. I o tym, co i jak robić z własnym dzieckiem zaczęli mówić psychologowie, pedagodzy, teoretycy wychowania. To uśpiło naszą intuicję.

Jak ją obudzić?
Wsłuchać się dosłownie we własne dziecko i obserwować reakcje swojego ciała. Zauważ, że noworodek komunikuje się ze światem wyłącznie płaczem. Jego płacz jest tak ewolucyjnie wykształcony, aby instynkt matki otwierać, rozbudzać. Prosty przykład: często kobietom w połogu, które karmią piersią, na dźwięk płaczu swojego dziecka automatycznie zaczyna lecieć mleko. Przypadek? Nie! To instynkt mówi jej, że jej dziecko płacze, bo jest głodne. To jest właśnie to coś, za czym należy iść. Oczywiście warto też czytać czy się dokształcać, ale należy robić to jednak krytycznie. Jeżeli wewnętrzny głos mówi: „spróbuj tego, co ktoś ci radzi” – to spróbuj, bo może akurat dane rozwiązanie jest stworzone dla ciebie i twojego dziecka. Tylko rób to też z głową. Pewna stałość i nawykowość jest bardzo ważna w pierwszych miesiącach życia malucha. Nie skacz więc z teorii na teorię, jak z kwiatka na kwiatek. Daj dziecku szansę coś przetestować. I nie frustruj się, jeśli coś nie zdało egzaminu, przez co wydaje ci się, że zawiodłaś jako matka. To znaczy, że musisz spróbować czegoś innego, ale na spokojnie, bez szarpania się.

Ja w drugiej ciąży bardzo obawiałam, się jak zareaguje moja czteroletnia wówczas jedynaczka na młodszego brata…
Pojawienie się rodzeństwa w domu jest jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń dla starszaka. Zwłaszcza w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Bardzo zaburza jego stabilny, uporządkowany świat. Jak zatem go przygotować? Zanim rodzeństwo w domu się pojawi, dobrze spotykać się z rodzinami, gdzie to już się stało. Aby nasz starszak oswoił się z widokiem obcej mamy, z rąk której młodszy dzidziuś początkowo nie schodzi prawie wcale. Kiedy brzuch się nam zaokrągli – zaczynamy naszemu jedynakowi uświadamiać, co się w tym brzuchu dzieje, kto tam mieszka i co to oznacza. I bardzo ważne jest też to, aby zachować równowagę po narodzinach. Żeby nie dawać odczuć starszemu dziecku, że straciło mamę na wyłączność. Wygospodarujmy choćby jedną godzinę tylko dla starszaka w ciągu dnia. Niech maluszek, który początkowo głównie śpi, zostanie z tatą w domu, podczas gdy my możemy zabrać starsze dziecko na spacer i lody. I nie krzyczmy na nie. Bo małe dziecko często okazuje bardzo pozytywne emocje w sposób, który zmęczonej mamie ciężko zaakceptować. Pamiętam jak mój syn nad głową miesięcznej śpiącej siostry grał z zapałem na cymbałkach, ponieważ chciał jej zrobić przyjemność. Sama nie wiedziałam, czy płakać, czy krzyczeć, czy śmiać się… (śmiech). Mimo to warto nauczyć się interpretować intencje starszego dziecka. Zwykle jest tak, że w pierwszym momencie starszak bardzo się cieszy z pojawienia się w domu rodzeństwa. Schody zaczynają się po mniej więcej trzech miesiącach, kiedy orientuje się, że to już tak zostanie na stałe.

No i u wielu przyszłych mam stres powoduje myśl o finansach i o tym, czy pracodawca przyjmie je z otwartymi rękami po urlopie macierzyńskim.
To znowu bardzo racjonalny lęk. Wychowanie dziecka kosztuje – nie oszukujmy się. Budżet domowy wraz z jego pojawieniem się robi się szczuplejszy. Warto się na to przygotować, a przynajmniej mieć świadomość tego przed decyzją o powiększeniu rodziny. No i warto starać się, aby związać się z takim pracodawcą, który da nam komfort i gwarancję, że nic nam nie grozi do wygaśnięcia urlopu macierzyńskiego. Są też sytuacje, na które kobieta najzwyczajniej nie ma wpływu, choć w teorii zabezpiecza ją prawo pracy. Nasze lęki nas przed tym nie uchronią. A jeśli czarny scenariusz się sprawdzi… To jest sytuacja, z którą musi się zmierzyć para, czyli oboje rodziców. Pamiętajmy: utrata pracy może się przydarzyć każdemu, niezależenie od tego, czy jesteśmy młodą mamą czy nie. Tu bardziej chodzi o to, czy jesteśmy w stanie sobie poradzić w obliczu takiej sytuacji. Czy jesteśmy elastyczni, gotowi na ewentualne zmiany w życiu zawodowym.

Ola podsumujmy: lęki przyszłych mam nie są niczym nienormalnym?
Absolutnie! To są to lęki, które mają prawo się pojawić. Ciężko mieć na to wpływ, ale można mieć wpływ, żeby ja łagodzić lub się z nimi zmierzyć. I jeszcze raz podkreślę, że ciąża bardzo potęguje emocje. Zarówno pozytywne, jak i te negatywne. W tym także lęki. Tu mój apel do partnerów przyszłych mam: bądźcie na to gotowi i bądźcie w pogotowiu. To w końcu minie (śmiech).

A co ma robić przyszła mama, gdy czuje, że strach zaczyna być uporczywy i w żaden sposób nie jest ona w stanie sobie sama z nim poradzić?
Jeśli strach trwa zbyt długo lub jest zbyt silny, dobrze aby skonsultowała się ze specjalistą, z którym będzie mogła przyjrzeć się temu, co ją gnębi. Warto skorzystać ze zwolnienia lekarskiego i nie dokładać sobie kolejnych obowiązków. Najlepiej ten czas poświęcić sobie, partnerowi i naturalnym rytmem przygotowywać się na przyjście maluszka.

 


 

Rozmawiała: Izabela Lenkiewicz
Zdjęcia: Błażej Pałucha (książka), archiwum prywatne (portret)